" Złota Włócznia "
Prawie tysiąc lat temu, kiedy na tronie zasiadał pierwszy nasz król Bolesław Chrobry, trakty i bezdroża przemierzali rozesłani ze stołecznego Gniezna księża i zakonnicy, krzewiąc nową wiarę.
Pewnego wiosennego ranka do kruszwickiego księcia Domira dotarła przyniesiona przez wędrownych smolarzy wiadomość, że w nadgoplańskiej puszczy widzieli dwóch dziwnie odzianych mężczyzn. Książę czuwający nad bezpieczeństwem swych poddanych rozkazał, by odszukać wędrowców i sprowadzić przed jego oblicze. Wysłani na poszukiwanie wojowie, szybko wypełnili książęcy rozkaz. Przywiedli do kruszwickiego grodu dwóch zakonników. Okazało się, że pochodzą z Czech, a ich długie, zabłocone, brązowe habity zdradzały, że długą już przemierzyli drogę.
Książę przyjął ich bardzo serdecznie, ugościł jadłem i napojem i prosił, by odpoczęli nieco nim wyruszą w dalszą drogę. Nazajutrz w towarzystwie grodowej starszyzny, długo rozmawiał z gośćmi, wypytywał o wieści z dalekiego świata, pytał o wiarę, którą głosili mnisi. Ci odpowiadali chętnie, przekazując wieści o Gnieźnie, o polskim królu i o misji, z którą Bolesław Chrobry wyprawił ich do wielkopolskich i kujawskich grodów. Wszyscy słuchali gości w wielkim skupieniu.
Nie minęło wiele czasu, a Donimir i starszyzna grodowa postanowili przyjąć z rąk mnichów Chrzest i wybudować w miejscu, gdzie niegdyś stała zagroda Piasta-kołodzieja, katolicką świątynię.
Nad Gopłem, niedaleko grodu stał jeszcze okazały chram Światowida, postanowili więc, że nowa świątynia będzie bardziej okazała, piękniejsza. Zbudowano ją z potężniejszych bierwion dębowych i modrzewiowych wyrąbanych w nadgoplańskiej puszczy, a dach pokryto ołowianymi płytkami, zakupionymi u wędrownych kupców. Zakonnicy, którzy cały czas pomagali przy budowie kościoła, postanowili, że patronem świątyni będzie św. Wit. Przez wiele lat istniały obok siebie katolicki kościół i pogański chram Światowida.
Po latach, kiedy do Kruszwicy dotarł kołobrzeski biskup Reinbern, poprzez swe nauki przekonał do nowej wiary tych wszystkich, którzy dotąd oddawali hołd posągowi Światowida. Był wśród nawróconych także ostatni kapłan obsługujący pogańskiego bożka. Pogański chram zniszczono, a kościół p.w. Św. Wita stał się katedrą-siedzibą biskupa.
Znowu upłynęło wiele lat.
Król Bolesław Krzywousty, dążąc do zdobycia bogatego, nadmorskiego Kołobrzegu, rozpoczął wojnę z pogańskimi Pomorzanami. Polski król, przygotowując się do decydującego ataku, zebrał swe wojska w Kruszwicy. Zbliżał się czas wymarszu. W przeddzień odprawiano w katedrze uroczystą mszę św. w intencji zwycięstwa. Msza św. dobiegała już końca, śpiewano już ostatnie pieśni, kiedy tłum nieustraszonych wojów zamilkł zdziwiony i przerażony. Na wyniosłej wieży katedry św. Wita ukazał się młodzieniec w złotej zbroi z lśniącą włócznią w ręku, odziany w śnieżnobiały płaszcz. Młodzieniec zstąpił z wieży, stanął przed wciąż oniemiałym wojskiem i rzekł:
-Słuchajcie waleczni polscy rycerze. Nie lękajcie cię pogańskiego wroga. Zostawiam wam tę włócznię jako dowód bożej dla was pomocy. Ruszajcie.
Gdy zakończył swą mowę, rzucił lśniącą włócznię w kierunku leżącego na północ od Kruszwicy, Nakła i znikł.
Włócznia unosiła się w powietrzu przed wojskiem, wskazując kierunek marszu. Polskie rycerstwo z królem na czele, widząc, że dzieją się rzeczy niezwykłe, raźno podążyły we wzkazanym kierunku.
Armia pogańskich Pomorzam rozlokowała się nieopodal nakielskiego grodu. Ujrzawszy nad swym obozem lśniącą, szybującą w powietrzu włócznię, wpadli w panikę. Czegoś tak tajemniczego jeszcze nie widzieli. Wtedy polscy rycerze, z imieniem św. Wita na ustach zaatakowali.
Zwycięstwo było całkowite. Rozgromiono pogańskie wojska, wielu pomorskich wojów wzięto do niewoli. Tajemnicza włócznia zniknęła i więcej nikt jej już nie widział.
Katedra p.w. Wita w Kruszwicy nie istnieje już od wielu wieków, ale pozostało po niej wiele historycznych dokumentów, pozostały też legendy i ludowe przekazy, próbujące wyjaśnić to, czego w owych dokumentach trudno znaleźć.
( z opracowania Elżbiety Biernat )