" O Popielu i Mysiej Wieży "

     Dawno, dawno temu, kiedy lasy były większe, jezioro Gopło głębsze, a noce ciemniejsze, w Kruszwicy, grodzie leżącym nad rozległym Gopłem, zbudowano warowną wieżę. Na jej szczycie nocą rozpalano ognisko, rozświetlające jeziorną toń i wzkazujące drogę nocnym wędrowcom.
     Bezpieczeństwa kruszwickiego grodu broniła drużyna zbrojnych wojów.
     Trudno było dostać się do wnętrza kruszwickiej wieży. Prowadził do niej tylko jeden otwór, umieszczony wysoko nad ziemią, do której dostać się można było tylko po drabinie. W wieży mieszkał książę Popiel.
     Dla nikogo nie było tajemnicą, że nieprzebrane bogactwo zgromadził książę w swej obronnej wieży. Dumny i możny był to władca.
     Pewnego razu, krótko po żniwach, Popiel wróciwszy ze swą drużyną z udanego polowania w okolicznych kniejach, wdrapał się na swą wysoką wieżę i rozejrzał się wokół. W oddali ujrzał nieprzebyte puszcze, rozległe bagna i mokradła, bliżej niebieskie wody jeziora Gopło, a tuż niedaleko swej warowni, Piasta-kołodzieja, który wraz ze swymi synami: Ziemowitem, Leszkiem i Ziemomysławem, w wielkim pośpiechu otaczali częstokołem swą chatę i kopali wokół niej rowy.
     Gdyby książę popatrzył uważniej, zauważyłby obce konie ukryte wśród puszczańskich, starych drzew, a może dostrzegłby łódź, ukrytą w szuwarach na jeziorze, możę domyśliłby się dlaczego u Piasta tak wre praca nad umocnieniem zagrody. Dopiero po pewnym czasie zauważył na pagórkach otaczających jezioro, płonące ogniska.
     Domyślił się, że to wici, ogniska wzywające Radę Starców na obrady. Radę Starców zwoływano w chwilach szczególnych, w czasie zbliżającego się niebezpieczeństwa, w czasie najazdu obcych wojsk, wtedy, gdy potrzebna była rada doświadczonych i mądrych mieszkańców tej ziemi.
     Zaniepokoił się i rozgniewał dumny Popiel. Jak to, zwoływana jest Rada Starców, a ja o tym nic nie wiem. To ja pierwszy powinienem być zaproszony do udziału w naradzie. Czyżby zapomniano kto tu sprawuje rządy? Zły i bardzo zdenerwowany biegał po swej warownej wieży:-Każę urządzić wielką ucztę, wszak zwierzyny, chleba i miodów u nas dostatek.
     Tak rozkazał- Urządzić mi ucztę!
     Tedy siedli wszyscy za stołem: książę, drużyna, giermkowie, słudzy i jedli, pili i znowu jedli, aż od nadmiaru mocnych trunków zasnęli snem kamiennym.
     Obudzili się, gdy było już za późno. Wrogie wojska bez trudu, niezauważone przez nikogo przepłynęły jezioro, po drabinie dostały się do wieży i splądrowały ją doszczętnie. Dumny książę Popiel wraz z drużyną, słudzy oraz skarby i zapasy żywności zgromadzone w wieży, aż do ostatniego ziarnka zboża, dostały się w ręce napastników. Tylko myszy i najmłodszy giermek, który zasnął w ciemnym zakamarku wieży, ocalili swe życie.
     Piast, który wraz z rodziną i sąsiadami schronił się przed najazdem w nieprzebytaj puszczy, wczesnym rankiem przyszedł szukać swego księcia. Wielkie było jego zdumienie, gdy w wieży nie zastał nikogo, oprócz grasujących myszy. Dopiero około południa natknął się na śpiącego jeszcze giermka.
     -Czyżby to myszy zjadły Popiela i jego świtę, że tak zniknęli bez śladu?-zapytał.
     -Zjadły, zjadły-ziewnął na poły śpiący jeszcze giermek, nieświadom, co stało się minionej nocy.
     Ten i ów z towarzyszy Piasta usłyszał to i powtórzył dalej.
     I tak między ludzi rozeszło się bajanie, że to myszy zjadły Popiela w kruszwickiej wieży. Odtąd wieżę, która wielu nawałnicom dziejowym się oparła, nazwano Mysią Wieżą. Nazywają ją tak do dzisiaj turyści licznie odwiedzający stary gród Popiela-Kruszwicę.
     Zapraszany i Was, może warto poszukać w wieży śladów księcia zjedzonego przez myszy, może wchodząc na jej szczyt uda nam się dojrzeć, sprawców popielowego nieszczęścia, dorodną mysz, na pewno jednak uda nam się ujrzeć cudowny widok na pobliskie jezioro Gopło i na tereny, które w historii naszego kraju odegrały tak ważną rolę.


     Legenda o Popielu i Mysiej Wieży też posiada dwie wersje, nieco odbiegające od siebie treścią.
     Posłuchajmy też tej drugiej wersji.


          Hen przed wiekami,
          prze dawnymi
          szumiały puszcze
          w polskiej ziemi.
          w tych puszczach
          wielkich, pięknych dzikich
          żyły niedźwiedzie, łosie, dziki.

     W starej nieprzebytej puszczy, tuż nad wodami rozległego jeziora Gopło, rozpostarł się warowny, otoczony grubymi wałami gród, zwany Kruszwicą, stolica państwa Goplan.
     Tu, po swym przodku Popielu, dwudziestu stryjów osadziło na tronie książęcym synowca swego, też imieniem Popiel zwanego. Młodzian od najmłodszych lat złe przejawiał skłonności. Gonił za rozpustną zabawą, urządzał biesiady, pijatyki, nie dbał o obronę swego księstwa, gnuśnym był w boju. To wszystko sprawiło, że "Chwostkiem", czyli istotą nikczemną, często go przezywano.
     Ożeniony był z księżniczką niemieckiego rodu, piękną, wielkiego pochodzenia, lecz dumną i chciwą. Gerda, bo tak ją nazywno, wkrótce tak dalece uczyła powolnym swego męża, że słuchał tylko rad swej żony. Przyjście na świat dwóch synów: Lecha i Popiela jeszcze bardziej wzmocniło jej pozycję na książęcym dworze. Starali się stryjowie namówić Popiela do poprawy. Próżne jednak były ich prośby i łajania. Popiel wydawał się być głuchym na stryjów słowa. Nie wymogli na nim nic, jeno zyskali sobie nienawiść jego żony. Gerda od tej pory starała się wszelkimi spodobami nakłonić męża do zagłady stryjów, obawiając się, by ci, zamiast jej synów, kogo innego na książęcy dwór nie obrali. Uknuła więc okrutny plan. Powiadomiła stryjów o rzekomej ciężkiej chorobie swego męża i zaprosiła ich do kruszwickiego grodu, by pożegnali się z ciężko chorym i znaleźli księcia leżącego na łożu śmierci.
     Dopełniwszy tedy wszystkiego co przy umierającym księciu czynić wypadało, czekali stryjowie na śmierć Popiela. Wtedy książę rozkazał sługom przynieść puchar z miodem, by po raz ostatni, na pożegnanie, napić się ze stryjami tego szlachetnego trunku. Udając jakoby pił, w istocie nie dotknął nawet ustami napoju, wiedział przecież, że do pucharu z miodem wsypano truciznę. Puchar z zatrutym miodem podał kolejno każdemu ze stryjów, bacząc przy tym pilnie, by każdy z nich spróbował podanego miodu.
     Wnet stryjowie w strasznych męczarniach pomarli, a Popiel ogłosił swym poddanym, że zasłużona kara stryjów spotkała, bo chcieli pozbawić go książęcego tronu.
     By wszyscy mogli przekonać się jaka kara czeka tych, którzy są nieposłuszni swemu władcy, Popiel zakazał grzebania zwłok otrutych krewnych, sam zaś nadal urządzał uczty, zabawy, polowania.
     Tymczasem z niepogrzebanych zwłok zmarłych okrutną śmiercią stryjów, wylęgło się mrowie myszy. Tysiące szarych, małych gryzoni, ruszyło w kierunku książęcego zamku, gdzie Popiel ciągle biesiadował. Próżne były wysiłki zamkowej straży, by nie wpuścić nieproszonych gości. Wojowie mieczami, służba ukropem i ogniem, walczyli z małymi intruzami, lecz wciąż nowe zastępy myszy szturmowały siedzibę okrutnego księcia. Popiel widząc klęskę swych ludzi, wraz z Gerdą i dziećmi rzucił się do ucieczki. Wsiedli do stojącej na brzegu Gopła łodzi i ruszyli w kierunku wysokiej wieży zbudowanej na jeziornej wyspie. Dopłynęli do wyspy, po drabinach dostali się na szczyt górującej nad okolicą wieży, ale nawet to nie pomogło. Myszy wdarły się po murach w ślad za popielową rodziną. Ich ofiarą padły najpierw synowie Popiela, potem jego żona Gerda, a na końcu zjadły okrutnego księcia. Gdy już zjadły wszystkich zapiszczaly radośnie na znak zwycięstwa.
     Na pamiątkę tego wydarzenia wieżę, w której zginął Popiel, nazwano Mysią Wieżą. Stoi ona do dziś w Kruszwicy.
     A myszy?
     Nikt ich już więcej nie zobaczył. A może się tylko ukryły, siedzą gdzieś niewidoczne i czekają by ukarać następnego zbrodniarza?


( z opracowania Elżbiety Biernat )