/ Galeria / Panorama / Ogłoszenia / Chat / Forum / SMS / E-Mail / Kartki |

 Witaj w Kruszwicy
...




CIEKAWOSTKI ETNOGRAFICZNE


Rybołówstwo ludowe na Gople.

   Zabytki świadczące o istnieniu rybołówstwa na Kujawach, a w szczególności na Gople, sięgają tysiącleci. Wśród wykopalisk z okolicy Kruszwicy spotyka się brązowe haczyki do wędek, a z dalszych okolic znane są kościane harpuny do połowu ryb, zapewne stosowane i na Gople.
   Nazwy ryb poławianych w Gople i pobliskich wodach są następujące: szczupak, syndacz (sandacz), okoń, leszcz, węgorz, guczka(krap), wzdręga albo krasnopiora, płotka jazgar (jazgarz), jaź, klin (kleń), som (sum), miętus, wolszywka, ukleja, karaś, piskorz, żgajka, sikwa ( nie zidentyfikowane).
   Spośród prymitywnych tradycyjnych sposobów połowu ryb zachowało się tu jeszcze w tradycji bądź w pamięci łowienie ryb ręką w okresie tarła (mrzost) lub w czasie zimowej przyduchy, gdy ryby duszą się pod lodem i wyjmuje się je z przerębli, lub też połów na pętlicę, robioną niegdyś z włosia konskiego, a obecnie z drutu, albo chodzenie na głuchy, czyli głuszenie ryb pod lodem za pomocą drewnianego młota.
   Do prastarych, prymitywnych narzędzi należą kłusownicze ości do kłucia ryb, stosowane szczególnie niegdyś we dnie i w nocy przy wabieniu ryb ogniem palącym się w kagańcu.
   Wędki niegdyś miały sznur z włosia końskiego, skręcony za pomocą ziemniaka. Obecnie oprócz nowoczesnych wędek stosuje się tu wędki w postaci pęczków rogoziny lub sitowia z grubą nicią, zakończoną haczykiem z przynętą (pęczki, pupy). Poza tym stosuje się połów na sznury, do których przywiązane są krótkie sznurki (stągiewki). Wyrzuca się je z łodzi i ciągnie za nią, lub też pozostawia na wodzie utrzymywane przez pływaki. Łowi się też ryby za pomocą błyskawki, czyli metalowej rybki imitującej żywą rybkę. Przed kilkudziesięciu laty wylewano ją ręcznie z ołowiu.
   Do kłusowniczych narzędzi należy też brodnik sietny (zabrodnia). Jest to workowata sieć używana na strugach, ciągniona pod prąd, a także czerpakowata kłomla, czyli workowata sieć rozpięta na długim kiju i pałąku.
   Wiersze, czyli kosze z gardłem, robione z wikliny, zanikły niemal całkowicie. Obecnie stosowane są różne więcierze, jedno- i wieloskrzydłowe, tzw. żaki, bębenki i pochodzące z dawnych wschodnich obszarów Polski mieroże i kozaki. Są to sieci rozpięte na obręczach posiadające kilka gardeł (serc) i skrzydła skierowujące ku nim ryby. Spośród małych sieci spotyka się tu jeszcze dziś podrywki, czyli czworoboczne sieci rozpięte na skrzyżowanych pałąkach.
   Poważne pod względem gospodarczym połowy dokonywane są przy zastosowaniu wielkich workowatych niewodów letnich (przywłoka). Do 1934 r. stosowano jeszcze na Gople połów tzw. klepą, czyli workowatą siecią o skrzydłach 15 m. długości, do których przywiązywano starą sieć, gałęzie jedliny lub klepki sunące po dnie i straszące ryby. Letnie niewody były ciągnione z łodzi za pomocą kołowrotów.
   Zimowy połów ryb pod lodem wymagał wyrąbywania dużego przerębla (zakładnia), do którego wpuszczano niewód oraz przerębla (branina, wychodnia), z którego niewód wyciągano. Do tzw. uzdy (wędrych) od skrzydeł niewodu przywiązuje się sznur, do którego umocowana jest żerdź (chochla).
   Przeręble robią rymbacze za pomocą żelaznych kołów (pieśnia, pluśnia), chochelnicy chochlują, czyli posuwają i chwytają żerdzie za pomocą żelaznych wideł i drewnianych łęków (szukarki). Flaczkowi i inni rybacy ciągną niewód, którego liny nawijało się na drewnianą beczkę (baba), stojącą na saneczkach. W nocy niewód jest zatapiany, aby nie zamarzł.
   Poszczególne części Gopła, w zależności od konfiguracji dna i różnych warunków łowu, noszą prastare nazwy, przekazywane przez rybaków z ojca na syna. Są to tzw. tonie, których nazwy znane są na Gople w ilości około 120. Przy połowie niewodem rybak określa, gdzie będą łowić, np. na toni "na racice", "na szyki", "na wygun", "na rusinowski róg" itp.
   Oprócz sieci ciągnionych stosuje się tu połowy sieciami stawnymi, jednościennymi (wontuny, sieci golate) lub trójściennymi (wontony, grdubione, drygawice), u których środkowa sieć o małych oczkach (jadro) i zewnętrzne sieci o wielkich okach (grdub) służą do zaplątywania się ryb. Wonton grdubiony bywa używany do połowów objazdowych, zwanych słępieniem. Wówczas nosi nazwę słępu lub ganty.
   Do wyrobu sieci służą drewniane iglice (kliszczka) i małe deseczki (birka). Czółen dłubianych z pnia już tu się nie spotyka, a stosuje się wyłącznie łozie z wiosłami (pojazdy). Do wylewania wody z łodzi służą drewniane czerpaki (wyliwka), do chodzenia po lodzie używane są jeszcze czasem żelazne, haczykowate raki (żabki).
   Obecnie Gopło i okoliczne wody są pod zarządem Państwowych Gospodarstw Rybnych, które prowadzą gospodarkę opartą na najnowszych zdobyczach wiedzy.


Magia, Demonologia, Lecznictwo, Wiara.

   Jeszcze dziś jest przekonanie, iż są ludzie o złych, szkodzących oczach. Opowiadają np. w Kruszwicy: jak taki "przyszedł zobaczyć króliki - za godzinę wszystkie króliki zdechły".
   W Sławsku Górnym opowiada jedna gospodyni, że "oczy przeroczne" mają ludzie wówczas, "jak krześni trzymają dziecko i nie odmówią Ojcze nasz i Wierzę w Boga".
   Na ogół o przesądach mówią niechętnie, że "takie zabobony pierwej były", jednak jeszcze dość powszechnie pamiętają, a niektórzy jeszcze stosują zawiązywanie czerwonej wstążeczki, po to, aby ktoś nie przeroczył koźląt, źrebaków i innych, szczególnie młodych zwierząt.
   Dodają jednak: "tera nie ma nic- cioty się gdzieś podziały, kołtunów nie ma" (Kruszwica).
   Przed kilkudziesięciu laty kwitła też bardziej oficjalnie medycyna ludowa, mówili np.,że "dawniej na targ nanieśli ziołów na lekarstwo dla człowieka, dla bydlaka. Na przykład rosiczka, co "czerwone listuchny drobniuchne miała, jak się mliko zepsuło, to bez te rosiczke cedzili".
   U starych kobiet spotyka się jeszcze teraz pamięc o starych przesądach i sposobach leczenia.
   Pewna staruszka opowiadała, jak to " z nieba spadło- piorunowy kamuszek jo sama znalazła...daj, daj mata mówi- to jak kto jest chory na co- to by było do pomocy. Odcinał kawałek tego kamienia i palił w piecu. Nachylił się, otworzył gębę i wdychał". Nosili go też na sznurku "jak korola"- musiał to być środek apotropeiczny, odstraszający zło (Kruszwica).
   Inna niewiasta opowiada, jak "piorunowy kamyczek- uni to tarli, jak kogo oczy bolały- to tym proszkiem zasypywalu- tarli, tłukli bez sitko- ino żeby kamyczków nie było- zasypywali oczy jak bolały".
   Jak mówią w Kruszwicy, "pirwej to prawie wszystkie kołtuniate były". Zapewne wiele w tym przesady, jednak pamięć o kołtunach pod czepcami (kopkami) jest bardzo żywa. Opowiadają, że je obcinały, owijały w jedwabną chustkę i zanosiły w zboże, aby się więcej nie wracały; podcinały je sobie też i wrzucały w piec.
   Jeszcze dziś spotkać można, ale już tylko staruszki, które wierzą w czarownice i w to, że jeśli np. jakaś kobieta pokłóciła się z czarownicą, to ta tak jej założyła, że kobieta do domu nie zaszła. Zdarzyło się, opowiada jedna z sędziwych 93-letnich mieszkanek Kruszwicy, iż "matce założyła kołtuna- to matka leżała bez kwartał, a były wszoki, takie wszawe..." i mówili na to: "nic nie robcie, nie czeszcie się", więc "tak te kołtuny matkę przycisły". Aż kiedyś zjawiła się jedna kobieta i rzekła: "czas by to było je sprzątnąć, ale nie sprzątniesz od razu i podcinali przez parę dni i gołą głowę miała" (Kruszwica).
   Dość jeszcze silnie występuje tu u ludzi starych, a czasem i w średnim wieku, przekonanie, iż istnieją zmory, które duszą człowieka i podobnie jak cioty mogą zamieniać się to w jabłko, to w słomkę, to w żabę, to w kota. Jedna sędziwa mieszkanka Kruszwicy opowiada, że "zmora tak długo chodzi, aż zamęczy człowieka", inna zaś wierzy, że bywały cioty, co doiły krowy.
   Aby ciota nie miała dostępu, nosili na sobie śmierdzące, tzw. "czarcie łajno", pozaszywane w odzież.
   Opowiadają też w Sławsku Górnym, że "w Markowicach tyle ciotów było", jedna z nich kurz na drodze podnosiła, "ta ciota już umarła", ale kiedyś "podrzucała pierzyne, z diabłem coś trzymała", a "jak hitlery popsuły boże męki i zaś chcieli na tym samym miejscu te figure postawić, a jak umarła to przyszła tu wywiercić się. Była 11 godzina i tak coś się wierciło- ogień na tym miejscu". ( "A może tam pieniędzy są?" dodała).
   Również w Sławsku Górnym opowiadają o ciotach, że kiedyś urodziła się tutaj dziewczyna i miała nóżkę wykręconą, bo "były jakieś kobiety, takie dochtórki- nawidzone były" i taka właśnie zapytała dziecko co mu jest i "to ta ją ociotowała", czyli urzekła.
   O zmorach, które dusiły, opowiadają w Kruszwicy, jak to zmora zamieniła się w królika, który przyszedł do domu i zapiszczał i dusił synka. Wówczas matka zawołała: "Stasiu, co co to - ja wiem kto ty jesteś- ten królik"- i aby go odegnąć, cisnęła czymś w niego.
   Tamże opowiadają, że taka zmora była w pewnym rodzie, i tę zmorę zaprosili na śniadanie, i przyszła, i złapali ją.
   Wspominają też jeszcze w Kruszwicy, że na św. Jana (24.VI) czarownice odbierały mleko. Znano też środek chrobiący przed czarownicą. Była to gałązka dżgająca, schowana w sionce za drzwiami. Więc, gdy czarownica weszła w pierwsze drzwi, zastanawiała się "wliść, czy nie wliść, bo ona wiedziała, że to na nią sidła"; podobnie od jakiś złych mocy nosili na szyi czosnek (Kruszwica).
   Znane też tu są różne wróżby, m. in. że jeśli spotyka się dwa zrośnięte kłosy, czyli tzw. porki- to wróży ożenek (Kruszwica).
   Życie religijne ludności Kruszwicy przejawia się przede wszystkim w spełnianiu obowiązków i obrządków kościelnych, obchodzeniu świąt oraz przechowywaniu w domach przedmiotów kultu religijnego. Można jednak zauważyć, iż młodsi przedstawiciele społeczeństwa, a w szczególności mężczyźni, znacznie rzadziej chodzą do kościoła i nie stosują się do tradycyjnych obrzędów.
   Nie spotkano jednak chyba na Kujawach, a w szczególności w Kruszwicy i okolicy chat, które nie posiadałyby wyraźnego piętna przynależności so kościoła katolickiego.
   Ogromna była, i jeszcze jest u starszych ludzi, wiara w moc krzyża i święcenia. W Sławsku Górnym opowiada jedna z gospodyń: "mój syn jak miał 8 lat nie chcielim Niemcom dać te złote- włożylim w pudełko od cygar- oświęcilim i okrzyżowalim. I przetrwały. Dałam Polsce tamtej- niech ma"- dodaje 80-letnia informatorka.
   W rozmowie o obecnych czasach spotyka się poglądy głoszące, iż teraz ludzie są jeszcze gorsi, choć obecnie "każdy dzieciak ubrany, nic im nie brakuje, a pierwej na odpustach tyle było tałałajstwa bez nóg" (Sławsk Górny).
   Wśród staruszek kruszwickich spotyka się obecnie dość dobrą ocenę faktów, wynikającą z porównania dawnego i dzisiejszego życia, mówią one np., że "tera to świente życie ludzie majo- dawniej na dzieci się nic nie dostało. Dzisiaj nie pozna co to robotnice. Dawniej kobieta szła od rana do roboty, a dzieciaki same się chowały. Ta, co miała cztery i pół lata, to wychowywała te, co miały 2 tygodnie, kąpała w zimnej wodzie- pierw dzieciok dziecioka chował". Narzekają jednak, że "pierwej dzieciaki były lepsze- dzisiaj młodzież nic nie warta", szczególnie, że jak sądzą, mniejsze jest poszanowanie kościoła.



Statystyki
Aktualnie Witrynę
przeglada 5 osób
zaś Stronę Główną
odwiedzono 70998 razy
Kalendarz

Ni
Po
Wt
Sr
Cz
Pi
So
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
Prognoza Pogody

Ocena Serwisu