" Biała Pani "

    Dawno, dawno temu, przed wieoloma wiekami, w małej chatce nad brzegiem Gopła, żyli sobie stary Tryszcz i jego żona Malwina.
    Tryszcz łowił ryby w wodach jeziora, uprawiał niewielkie poletko, a jesienią zbierał grzyby w okolicznych borach. Malwina gotowała strawę, prała, tkała, przędła wełnę. Żyli ubogo, ale szczęśliwie, nikomu z sąsiadów nie wadzili, z wszystkimi żyli w zgodzie.
    Pewnego razu, gdy stary Tryszcz pływając łodzią po jeziorze łowił ryby, od brzegu dobiegło go nawoływanie. To Malwina stojąc na brzegu krzyczała:
    -Tryszczu, wracaj do domu, nawałnica idzie!
    Spojrzał stary Tryszcz na niebo, a tu od wschodu wielka, ciemna chmura nadchodzi. Zerwał się potężny wicher, zaszumiały przybrzeżne szuwary.
    Chwycił rybak mocno wiosła i do brzegu stara się dopłynąć, ale zauważył, że jego łódź wcale do brzegu się nie zbliża. Zmęczył się bardzo, pot spływał mu z twarzy, a łódź ciągle stała w miejscu. Wtem błysnęło, straszny grzmot rozległ się wokół, a strugi ulewnego deszczu przysłoniły jeziorny brzeg. Tryszcz przestraszył się. Po chwili wśród błyskawic, grzmotu, wichru i ulewnego deszczu, niemal pośrodku jeziora zaczęła wyłaniać się wyspa. Widział to rybak doskonale, tym bardziej, że nagle wiatr ucichł, deszcz przestał padać a wiosenne słońce, które wyjrzało zza chmur, jaskrawym światłem oświetliło wyspę porośniętą zieloną trawą i pięknymi kwiatami. Na wyspie, pośród kwiatów ujrzał Tryszcz kobietę odzianą w długą, białą suknię przywołującą go skinieniem ręki.
    Zbliżył się zatrwożony rybak do wyspy, pokłonił się nisko nieznajomej kobiecie. Ta zaś łagodnym głosem rzekła do niego:
    -Zbuduj tu na wyspie kościół i spraw by mieszkańcy Kruszwicy i nadgoplańskich wsi, ludzie dobrzy i uczciwi przychodzili tu, a ja zawsze pomogę im w troskach i kłopotach.
    Z należytą uwagą wysłuchał Tryszcz słów nieznajomej i obiecał prośbę spełnić. Wrócił na brzeg, gdzie oczekiwała jego powrotu zaniepokojona Malwina. Opowiedział jej o niezwykłym wydarzeniu, o słowach Białej Pani i o danej obietnicy.
    Jeszcze tej wiosny, z pomocą okolicznych mieszkańców zaczęto wznosić mury świątyni. Budowano długo, transportując materiał łodziami na wyspę i po kilku latach stanęła wspaniała świątynia z kamieni i drewna.
    Często przybywali na wyspę ludzie, szukając pomocy, wsparcia, ulgi w troskach i kłopotach. Dobrze zaczęło im się dziać, więc wszycy błogosławili starego Tryszcza i Białą Panią.
    Aż pewnego dnia przypłynął na wyspę wielki grzesznik Szymon-Tomasz.
    Nie będę bił pokłonów przed Tobą Biała Pani, ani też nie będę Cię prosił o to, byś pomagała mi w biedzie-rzekł głośno. Nie jesteś dobrą Panią, skoro ja i moja rodzina cierpimy biedę.
    -Ukorz się Szymonie-Tomaszu, proś o przebaczenie, bo grzeszne są twe słowa i myśli- rzekł do grzesznika nieznany głos.
    -Nie chcę-odrzekł Szymon-Tomasz.
    W tym momencie zagrzmiało, potężna błyskawica przecięła niebo i wyspa wraz z kościołem zniknęła pod wodami Gopła.
    Są dziś tacy ludzie, którzy wierzą, iż na jeziorze Tryszczyńskim, które dawniej było częścią jeziora Gopło, istniała wyspa na której stał kościół. Do dnia dzisiejszego kościół leżący na dnie jeziora, a którego fragmenty niekiedy wyławiają okoliczni rybacy, wraz z Białą Panią czekają na poprawę ludzi, na poprawę ich postępowania, czekają na to, by ludzie znowu darzyli się szacunkiem, by sobie wzajemnie pomagali, by żyli tak jak legendarny Tryszcz i jego żona Malwina.


( z opracowania Elżbiety Biernat )